• Wpisów:17
  • Średnio co: 20 dni
  • Ostatni wpis:wczoraj, 21:32
  • Licznik odwiedzin:992 / 366 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Eh, no dobra, trochę nie do końca mi wyszło z tą dietą teraz, ale to przez weekend w Hiszpanii. Bez sensu jest się pilnować z jedzeniem i wszystkim, gdy odwiedzasz przyjaciółkę, która pokazuje ci Pais Vasco od podszewki, zaczynając właśnie od jedzenia. Tak więc całe 4 dni jadłam hiszpańskie patatas fritas, montaditas, tortilla de patatas, patatas bravas (smazone ziemniaki) i popijałam calimocho, txakoli i vino tinto de verano...
Nie żałuję! dieta poczeka a nie wiadomo, kiedy przytrafi mi się kolejny taki piękny wypad do pięknego kraju Basków.
W Polsce spadł śnieg, a ja wygrzewałam się w listopadzie w słoneczku na hiszpańskiej plaży...


 

 
Kładę się już spać. Chyba jak już sobie ustaliłam plan co do schudnięcia, to mi się jakoś tak już wszystko poukładało w głowie. Jestem spokojniejsza i mam energię skupić się na nauce.
Poszedł dzisiaj licencjat na warsztat. Szło pięknie, dopóki histogram całkiem rozminął mi się z funkcją gęstości Muszę skonsultować to z promotorem.
Zaczęłam też zadania na konkurs finansowy, ale poziom jest nie do przejścia, nie dla lenia, który przez liceum więcej siedział na giełdzie niż przez 2 lata studiów... Cóż, jak nie to za rok jest kolejna edycja.
Poćwiczyłam też francuski, byłam na spacerze, ogólnie to jestem z siebie dumna.

Idę spać z poczuciem, że nie jest to może pełnia moich możliwości, ale jest lepiej niż wczoraj. A jutro będzie jeszcze lepiej.

Elena
 

 
Hej, mój pierwszy dzień.
Przegrupowałam sobie cele, zrobiłam korektę tego jak podejść do życia i mój priorytet na najbliższe 4 miesiące to schudnąć.
Dlaczego taki płytki cel? Bo to mnie dręczy od kilku lat i dopóki nie uporam się z tym, by czuć się dobrze sama ze sobą, to nic więcej w swoim życiu nie zrobię.
Day 1.
76,5 kg
IF 18/6
+ zdrowe jedzenie
+ kilka razy w tygodniu długie spacery/marsze z czasem biegi (jak wyzdrowieję).

Pozdrawiam
  • awatar Kaskako: Zaczynam dziś, a raczej zaczęłam, też będę opisywać swoją drogę do zgrabnej sylwetki, motywujmy się wzajemnie! Powodzenia!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Okay,
to chyba przeznaczenie,
dostałam spóźniony prezent urodzinowy, którym była.... książka "Myślinik" Ewy Chodakowskiej i czekolada...
Przypadek? nie sądzę
 

 
Hej,
to znowu ja i kolejny smutny/chory dzień.
Mama mi mówi "ogarnij się" no to się ogarnuję.
Ciężko mi idzie, bo jak się ma 3 dzień gorączkę a jednocześnie chodzi się na uczelnię i pracuje, to nie ma kiedy tego wyleczyć...
20:17
Chyba to ten czas, kiedy się zdecydowałam.
Chcę coś w życiu osiągnąć? Wiedza, dobra praca, rodzina, figura...
Na wszystko trzeba sobie w życiu zapracować.
Konsekwentnie, codziennie trzymać dyscyplinę i każdego dnia wspinać się o szczebelek wyżej, bliżej marzeń i swoich oczekiwań.
 

 
oczywiście, że moje diety nie trwają dłużej niż kilka godzin. Na wieczór zjadłam płatki jaglane i owsiane z tłustym mlekiem, kakao i paroma łyżkami cukru....
 

 
rozpoczęłam dość ambitnie, jedzenie na śniadanie było dokładnie takie, jak zaplanowałam. Trzymam za siebie kciuki, żebym wytrzymała. Chociaż dzisiaj.
 

 
Nie wszystko co robisz musi sprawiać ci przyjemność, tak na prawdę, to gdy chcesz coś osiągnąć, to większość rzeczy, które będziesz robić, będą dla ciebie trudne do zrobienia, męczące, pochłaniające sporo energii, wymagające pracy, stałej walki.

Czy jestem na to gotowa? Opuścić w końcu piaskownicę zabaw i robienia tylko tego na co mam ochotę? Bo przecież na większość rzeczy nie będę mieć ochoty a będę musiała robić...
 

 
Dzień dobry,
kolejny dzień, podczas którego nic mi się nie chce. jedyne co udało mi się zrobić, to pouczyć trochę francuskiego, bo to ostatnio tak jakby moja pasja. A teraz co robię? Od godziny próbuję się zebrać do zrobienia wstępnej prezentacji na temat mojej pracy licencjackiej. Natchnienia brak, pomysłów brak, mam ochotę tylko leżeć. Nawet bez komputera.

Dieta? hahhahaa, no naprawdę chyba nikt nie wierzył, że po wczoraj to ja radykalnie zmienię swoje upodobania do dużej ilości jedzenia.

Pozdrawiam,
Elena
 

 
Hej,

cieszę się, że nikt nie skomentował poprzednich moich wpisów, bo wstyd.
184 dni od ostatniego z nich, jakieś 4 kg więcej, czyli nic nowego u mnie.

Codziennie zaczynam od nowa i codziennie nie potrafię wytrwać w moich postanowieniach dłużej niż 2 godziny.

Mówią, że każdy musi mieć jakiś priorytet w życiu. Oczywiście, nie chcę, żeby moja waga była dla mnie priorytetem i oczywiście nim nie jest, ale dlaczego robiąc wszystkie inne ambitne rzeczy, nie mogę przy okazji trzymać zdrowej diety?

Sad but true....

Dobra, to dzisiaj jeszcze normalnie obiad i wódka z siostrami po obiedzie.

A jutro?
Pewnie to samo...
 

 
Ten dzień był jak każdy poprzedni. Nic się nie zmieniło.
 

 
Może ja potrzebuje takiego miejsca jak to, żebym mogła z kimś dzielić się tym co robię, nawet bez niczyjego odzewu, jedynie by nie słyszeć "Znowu? przecież zawsze mówisz, że jesteś na diecie, że nie pijesz, że się ogarniasz..." a co jeśli właśnie takie słowa sprawiają, że znowu mi się nie udaje? Może potrzebuję trochę wiary innych ludzi we mnie, albo chociaż braku negowania i powątpiewania.
Chyba widzę już mój problem. Uzależniam swoje decyzje, swoje plany i działania od opinii innych osób. Muszę próbować to zwalczyć, ale jak na razie, by ogarnąć siebie, potrzebuję chyba takiej anonimowej społeczności, Was, Ciebie...

To jak? Czas start?
Wstaję rano 6:33 i pierwsze co robię, to 10 minut rozciągania, bo moje mięśnie i kości "płaczą", pozbawione jakiegokolwiek ruchu.
Śniadanie o stałej godzinie?
Może będzie to 7-8? Motywowałoby mnie to do wczesnego wstawania. Lepiej pracuje mi się w nocy, ale nie mogę też za długo spać. Mogę spać dłużej na weekendach, ale na tygodniu nie potrzebuję więcej niż 6 godzin snu, oczywiście zawsze mogę też chodzić spać wcześniej.
Okay, 3 posiłki dziennie + owoc przekąska brzmi świetnie.
Śniadanie 70 -300 kcal (ostatnio uwielbiam omlety: jedno jajko i dodatki: warzywa, owoce lub orzechy)
Obiad: może jakieś domowe mięsko? nie jem na pewno na mieście ani uczelnianej stołówce, tam jest zawsze za dużo i za tłusto. 400 kcal między godziną 14-16. ten owoc jako 4 posiłek, to między śniadaniem a obiadem, o której godzinie poczuję się głodna. 300 kcal na kolację w godzinach 19-20.
Brzmi luźno, te kalorie podane baaardzo luźno, ale mam już zarys planu, teraz wystarczy się go trzymać, obserwować jak działa i w razie czego wprowadzać modyfikacje. Zero słodyczy i cukru a także chleba, ziemniaków i ryżu białego.
Dużo, bardzo dużo wody.

Ufff, muszę teraz o tym wszystkim pamiętać i przestrzegać, ale wierzę, że dam radę.
Dobranoc
 

 
Wracam do punktu wyjścia.
To samo, cały czas.
Naprawdę mam dosyć. Tylko co mam robić? Jak wytrwać, jak walczyć ze swoimi nawykami i charakterem?
 

 
Podejście numer milion!
Jeśli wszystko co zapisałam, robiłabym przez te 71 dni, dzisiaj przede wszystkim:
-planowałabym swój wyjazd na erasmusa,
-umiałabym się dogadać po hiszpańsku,
-ważyłabym 65 kg jak nie mniej,
-zdałabym makro na minimum 4.
Ale niestety moje poprzednie plany trwały może dzień. Maks dwa.
Pewnie, że mi się nie chce zaczynać od nowa, bo każda moja kolejna próba jest coraz gorsza, mam coraz mniej wiary i nadzieji w sobie.

Moja motywacja utrzymuje się przez jeden dzień. A moja wiara w siebie? Jej nie ma. A może zamiast słuchać innych, skupić się na tym czego ja naprawdę chcę? Czy naprawdę chcę żeby wszyscy mnie lubili? Czy nie wolę być mądra i inteligentna? Czy naprawdę chcę być przecietnego rozumu?

NIE

Zawsze byłam ambitna i chcę, aby tak pozostało. Czy jestem w stanie podołać wyzwaniu? Tak, tylko muszę mieć je jasno określone. Codziennie o tym planie sobie przypominać i pamiętać. Każdego poranka.
 

 
Ok, czyli moja motywacja utrzymuje się przez jeden JEDEN jeeeeeedddddeeeeennnnn dzień.
Super.

Muszę zrobić podsumowanie tego, co dzisiaj zjadłam:
-wafle ryzowe (cała paczka)
-żurek 200ml
-1 gołąbek z mięsem i sosem
-surówka z marchewki
-10 sztuk ciastek
-kawa z mlekiem
-bułka z pastą z łososia (całą)
-4 sztuki herbatników
-15 sztuk czekoladek
-2 batony
-podpłomyki kokosowe
-soczek marchewkowo-jabłkowy
-jabłko z kefirem i płatkami

No chyba tyle. Nie liczę kalorii, bo dostałabym zawału.
Wystarczy, że widzę ile tego jest.

Nauki języków nie ruszyłam dziś. Piszę sprawozdanie do organizacji, w której Zarządzie jestem. Żyję życiem tej organizacji. Nie mam za bardzo życia poza nią. Może jedynie Rudy z roku, z którym miałam ostatnio niewielką "spinę" właśnie za to, że nie mam czasu dla znajomych spoza organizacji. To nieprawda. Ja ogólnie nie mam czasu na nic. Nie umiem sobie go zorganizować, to jest mój problem.

Mimo tej porażki. Idę dalej.

Wyzwanie: Piękna i Mądra, podejście 2.
START
 

 
Day 1
Za dużo czasu przespalam. Do 11.
Dieta jakieś 1500 kcal.
Siłownia była,
Angielski był,
Zabrakło mi czasu na hiszpański. Trudno.

A teraz na dobranoc, polecam wam wiersze. Ale nie te pseudopisarzy z gazet , ale zwróćcie się mu klasykom, siegnijcie po wiersze z lat, kiedy wartości miały jeszcze sens na Tym świecie. W komentarzach możecie umieszczać swoje propozycje wierszy, które powinnam przeczytać

Ambitna
 

 
Cześć wszystkim!
Powracam po raz chyba setny na ten blog. Dlaczego? Bo to z tym blogiem udało mi się kiedyś odnowić, odrobinę zmienić siebie i moje życie. Od tamtej pory ciągle coś zmieniam, ale nigdy nie mam tej motywacji jak wtedy, kiedy pisałam do kogoś, do was! Żywych, realnych ludzi, którzy mogą odrobinę mnie zrozumieć, przeczytać jeśli mają ochotę o moich dziwactwach, zostawić po sobie komentarz, nauczyć się czegoś, nauczyć czegoś mnie. Po prostu liczę na interakcję.

Wszystkiego o mnie dowiecie się stopniowo czytając tego bloga. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Co na początek? Jestem za stara, żeby prowadzić blog o jakiś idolach, piosenkarzach, czy kotach. Nie interesuję się też modą, żeby o niej pisać, ani tym bardziej muzyką. Interesuję się światem gospodarki, finansów, kulturami i językami obcymi.

I mam parę rzeczy do zrobienia w związku z tym.

1. Zdać test na wyjazd na erasmusa.
2. Zdać sesję na średnią minimum 4.5.
3. Pogadać z kimś po hiszpańsku.
4. Ważyć 55 kg.

Ok, to są moje najbliższe, najważniejsze cele, które chcę zrealizować do końca stycznia. (Semestr zimowy wtedy się kończy, więc będę mogła wszystko wtedy zweryfikować)

Najtrudniej będzie oczywiście z wagą, gdyż zmagam się już kilka lat z problemem zrzucenia 15 kg. Po ostatnim, żarłocznym życiu, to będzie już do zrzucenia jakieś 20kg, ale nie chcę się zniechęcać, dlatego do końca stycznia, chcę dotrzeć do wagi 65 kg.
Teraz wstydzę się ważyć, zrobię to dopiero za dwa tygodnie, zęby się całkiem nie zdemotywować.
Czas start, zaczynam teraz. Mój plan jest bardzo prosty:
Zdrowe, małe posiłki w kaloryczności do 1000 dziennie, + siłownia 3/4 razy w tygodniu. ŻADNYCH słodyczy, słodkich rzeczy, chleba, napojów gazowanych, sztucznych słodzików, coli zero itp. Alkohol dozwolony, ale wliczony w bilans w ilościach:
piwo -300
wino (lampka) -200
kieliszek wódy - 100

A więc, uważaj na imprezy Ambitna!
Niestety, lubię imprezować.Moje towarzystwo i moje zajęcie wymagają ode mnie brania udziału w dużej ilości wydarzeń z alkoholem.
Ale czego się nie robi dla marzeń o szczupłej sylwetce?

Ok, kwestia sylwetki ustalona, zaczęłam trochę od końca. A co z angielskim? aż do 2 grudnia <dzień testu>, codziennie minimum godzina poświęcona na gramatykę i słownictwo.

Hiszpański? Aż do 2 grudnia tylko 15 minut dziennie, jednak po 2 grudnia, 30 minut dziennie, codziennie, aż do końca stycznia.
Co do zdanej sesji... Chodzić i uważać na wszystkich wykładach, nawet na tych, które wydają mi się najbardziej bzdurne. Muszę też prowadzić z nich piękne, czytelne notatki.

Czy ja wymagam od siebie zbyt wiele? Jeśli ktoś mnie nie zna, to pomyśli, że to nie dużo. Mam jednak oprócz tego kilka innych zobowiązań, które zajmują mi naprawdę sporo czasu. Dużo czasu też marnuję, ale z tym jest mi najciężej walczyć.

Dziękuję, jeśli ktoś wytrwał aż dotąd, jutro napiszę coś krótszego i mądrzejszego. Obiecuję.

Ambitna